Jak się pozbyłam blizn potrądzikowych?

Jak się pozbyłam blizn potrądzikowych?

O trądziku i o bliznach mogłabym w zasadzie napisać już książkę. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że zmagam się z problemem już w zasadzie od 15 lat, czyli okres gimnazjum.

Moje problemy z trądzikiem i bliznami

Trądzik dopadł mnie w wieku lat ok 14-15. Lekarzy dermatologów w swoim mieście mam chyba wszystkich zaliczonych. Wiedzę na ten temat też mam obszerną. Problem tylko polegał na tym, że z każdą powstałą krostą zostawała mi na twarzy na pamiątkę blizna. Skubałam, przyznaje się bez bicia, bo z tym nie dało się żyć. Każda zapisana przez lekarza maść nie rozwiązywała mojego problemu, problem narastał. W zasadzie na pusto wydawałam pieniądze.

W okresie studiów, kiedy mieszkałam w Warszawie zapisałam się do pobliskiej przychodni zdrowia do Pani dermatolog o której już wspominałam w artykule poświęconym mojej chorobie, który znajdziecie tutaj.

Generalnie w moim przypadku, trądzik był nie tylko wynikiem okresu dojrzewania, ale też objawem poważnej choroby.

Z bliznami tak sobie żyłam do tego roku. Nie tak dawno gdzieś przypadkiem natrafiłam na artykuł dotyczący usuwania blizn potrądzikowych Laserem frakcyjnym.

Hmm, ciekawe czy moje usunie….

Generalnie nie podjęłam decyzji od razu. Temat wałkowałam dosyć mocno w Internetach, wyoglądałam chyba wszystkie Youtubowe filmy na ten temat. Także do tematu podeszłam poważnie, bo przecież tutaj chodzi o twarz.

Decyzja

Korzystając ze sprzyjającej pory roku i tego, że niebawem rozpoczynam nowy etap w moim życiu, stwierdziłam, ze czemu nie….Trzeba iść za ciosem.

Ponieważ niezbyt uśmiechało mi się wydawać pieniądze w Warszawskich klinikach zrobiłam Skierniewicki resarch i tak trafiłam do MW Clinic.

Wow, nie wiem czy to ja mam szczęście do ludzi??

Wybrałam najpierw konsultację u Moniki Więcek. Badanie twarzy, mega profesjanalne podejście do klienta. Decyzja, trzeba usunąć blizny laserem frakcyjnym i koniecznie zmienić codzienną pielęgnację twarzy. Jak się okazało latami, mimo że bardzo dbałam o tę część ciała to jednak kosmetyki jakich używałam bardziej mi szkodziły niż pomagały.

Bałam się, mega się bałam ale zrobiłam to… Wrzucam Wam zdjęcia po zabiegu. Sorry za wygląd:-)) Ale skoro nature to nature:-)

fbt

Dzień zabiegu

Na dzień zabiegu wybrałam piątek, godziny wieczorne, tak żeby nikogo znajomego nie spotkać na mieście:-) Laser pod osłoną nocy:)

Sam zabieg trwał może jakieś 30 minut…i 30 minut moje psychiczne nastawienie i rozmowa. Ech, musiałam wiedzieć wszystko.

Czy bolało?

Miejscami bolało, ale był to ból do zniesienia. Wiecie, kobieta która rodziła ma inny próg bólu:-)

Ale to co się działo potem to było istne piekło….

Piekło na twarzy, dosłownie….Paliło, parzyło, dosłownie tak, jakbym moocno przesadziła z opalaniem.

Ale spokojnie, trwało to tylko jakieś 3-4 godziny. Potem nastąpiło wyciszenie. Buzia była mega czerwona i napuchnięta.

Ale jak to mówią, żeby być pięknym, trzeba cierpieć.:-)

Tak to sobie trwało może ze 3-4 dni. 4 dnia skóra na twarzy zaczęła się łuszczyć i ewidentnie widać było już pierwsze efekty zabiegu.

Dziś mija tydzień i dziś pierwszy raz zrobiłam delikatny makijaż, w zasadzie nie nakładając kremu BB.

Nie nakładałam bo… Bo moja buzia pięknie się zaczęła regenerować, a moje blizny wyraźnie się spłyciły. Ponieważ były mega glębokie zabieg zamierzam jeszcze raz powtórzyć. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że już prawie ich nie widać.

Jestem bardzo zadowolona z konsultacji u Moniki, zabiegu i przede wszystkim efektów!!!

Jeśli borykacie się z takimi problemami a jesteście ze Skierniewic, lub okolic to bardzo polecam Wam rozwiązywanie tego rodzaju problemów w MW Clinic.